O szewczyku i zaklętej królewnie

zrzut_ekranu-3

O SZEWCZYKU I ZAKLĘTEJ KRÓLEWNIE

opera kameralna dla dzieci i dorosłych

Premiera nowej wersji 17 maja 2015 na Festiwalu Tradycji i Awangardy Muzycznej KODY  w Lublinie

Muzyka: Tadeusz Wielecki

Głos, skrzypce: Maria Wieczorek

Kostium: Aleksandra Semenowicz

Scenariusz, tekst, reżyseria, scenografia i animacja światłem: Tadeusz Wierzbicki

Baśń „O szewczyku i zaklętej królewnie” jest wizyjnie opowiedziana za pomocą znaków, czyli liter różnych alfabetów, nut, cyfr i znaków matematycznych, również dawnych jak np.: alfabet liści. Mały bohater by wyzwolić zaklęte królestwo musi odczytać świat znaków. Współpraca w zakresie grafiki komputerowej: Andrzej Grabowski

W 2013 roku została zrealizowana najmniejsza opera „ O szewczyku i fałszywym królu” na Małej Warszawskiej Jesieni również w instrumentarium światła odbitego.

O szewczyku i fałszywym królu (Tadeusz Wielecki, Tadeusz Wierzbicki)

Niezwykły teatr „zajączków” – delikatnych lustrzanych odbić – Tadeusza Wierzbickiego, pełen ciszy (choć od czasu do czasu Tadeusz wypowiada jakieś słowa, komentując lub puentując to, co się dzieje na ekranie), zawsze mnie kusił, aby uczynić, żeby zabrzmiał. Ale jaką powinien przyjąć postać ów brzmiący teatr? W muzyce teatr – to opera. Hm… dopiero, gdy uświadomiłem sobie, że ponieważ Tadeusz cały teatr wyczarowuje sam, to i muzyka w nim działająca powinna być „jednoosobowa”, uznałem, że jego teatr mógłby stać się operą. Taką niedużą, kameralną, właściwie operką. W naszym utworze warstwę muzyczno-tekstową realizuje Marysia Wieczorek, która, co niezwykłe, łączy dwie specjalności: jest skrzypaczką i aktorką.

Historia szewczyka zaczerpnięta jest ze źródeł ludowych. Na przykład motyw fałszywego króla zapisał Kolberg w swoim monumentalnym dziele w tomie „Pokucie”.
Tadeusz Wielecki

O szewczyku i o fałszywym królu/The Little Shoemonger and the False King  (Tadeusz Wielecki, Tadeusz Wierzbicki)

Tadeusz Wierzbicki’s extraordinary theatre of “glints” – subtle mirror reflections – full of silence (although Tadeusz makes the occasional comment on what happens on the screen) has always seemed an attractive material to set to sound. But how should this theatre sound like? Theatre set to music equals opera. Well… It was only when I realised that the music for Tadeusz’s one-man magical theatre should also be a “one-person” project that I decided it could actually become an opera. A small-scale chamber opera, an “operula” perhaps. In our piece, the musical-textual layer is presented by Maria Wieczorek, who – uniquely – combines two professions: that of violinist and actress.

The shoemaker’s story is of folk origin. For instance, the motif of the false king was documented by ethnologist Oskar Kolberg in his monumental work The People, found in the Pokucie chapter.

Tadeusz Wielecki

 

Baśń o szewczyku zajmowała mnie przez całe życie. Chciałem dotrzeć do pierwotnej baśni, zrekonstruować ją. Grając ją za pomocą płomienia świecy odbitego w małych lusterkach, opowiadałem ją i w tych opowieściach żyła i się zmieniała. Zapisałem ją, ale potem zmieniała się w kolejnych wersjach, nie tracąc charakteru literatury ustnej. Opowieści towarzyszyła grafika świetlna animowana przy pomocy luster, prosta jakby ryta w skale. A właściwie nie animowana, ożywiana, ale poddana ciągom zmian obrazu i tym samym zmian znaczeń. Mały bohater wchodzi w świat liter. Zostaje władcą tego świata, gdy je pozna i nauczy się czytać znaczenia i je tworzyć. Rozpozna, co prawdziwe, a co jest tylko wytworami prawdopodobnymi.

Praca ta jest też studium teatru światła odbitego, próbą zbudowania konwencji i odpowiadającego jej instrumentarium. Zaczynałem od dziecięcej fascynacji, gdy znalazłem na ciemnym strychu pod strzechą zakurzone lustro. Słońce wpadające na strych przez małe okienko odbijało od lustra ślady palców w wytartym kurzu – na strzechę, na bielony komin.
Tadeusz Wierzbicki

The tale of the little shoemaker has fascinated me for years. I wanted to get back to the original tale and reconstruct it. Playing it with a candle’s flame reflected on small mirrors, I told it, and it kept coming to life and changing on that tale of mine. I then wrote it down, but it kept changing in subsequent versions, losing nothing of its oral literature character. It was accompanied by lights animated with mirrors; simple as if sculpted in stone. Actually, it was not animated but subjected to continuous visual and consequently, semantic changes. The little protagonist enters the world of letters. He becomes the ruler of that world when he learns it, and learns how to decipher and create meaning. He will recognise what is true and what only looks like the truth. This work is also a study of reflected lights’ theatre, an attempt at establishing a convention and the instruments that go with it. All this started as a childhood fascination when I found a dusty mirror in a dark attic under a thatched roof. The sun filtering into the attic through a small window would reflect on my fingertips left on the dust, and shine on the thatched roof and the whitened chimney.

Tadeusz Wierzbicki

 .

 DYSKUSJA

Koncert w ramach Małej Warszawskiej Jesieni, Centrum Kultury Koneser, 21. września Wykonawcy: Maria Wieczorek – głos, skrzypce; Tadeusz Wierzbicki – teatr figur świetlnych, autor tekstu baśni; Mirosław Poznański – światło; Aleksandra Semenowicz–kostium

Program: Tadeusz Wielecki, Tadeusz Wierzbicki – O szewczyku i fałszywym królu (2013), opera kameralna dla dzieci i dorosłych

Marcin Trzęsiok: Proponuję, żebyśmy zaczęli rozmowę od opery Tadeusza Wieleckiego. jesteśmy świeżo po tym utworze, to będzie chyba najlepsze, co?

Monika Kuchta: Bardzo pozytywne wrażenia. To było zupełnie coś innego. Takie nietypowe, szczególnie, jeżeli chodzi o tę scenografię, ten pomysł z oświetlonymi postaciami, które były rzucane przez te lustra. Fajnie. I też duży plus dla wykonawczyni, bo grać na skrzypcach i śpiewać jeszcze równocześnie, to na pewno jest duże wyzwanie. Wszystko było bardzo interesujące. I też mi się podobał zamysł, może już typowo kompozytorski, że – co zwracało moją uwagę – każda z tych postaci miała jakiś swój przypisany idiom: jedna postać – recytacja, inna – niskie nuty, wysokie…

MT: Sprechgesang, śpiew normalny, tak…

Bartłomiej Barwinek: Mnie bardzo przypadła do gustu ta oszczędność środków. To jest właśnie to, co mi się kojarzy z teatrem, szczególnie z teatrem dziecięcym. Za pomocą kilku kresek, bardzo prostych animacji można opowiedzieć historię. I sposób, w jaki wykorzystuje się te środki, jest w tym najbardziej pociągający.

Przemysław Scheller: Niesamowite było to, jak spektakl pobudzał wyobraźnię. Ascetyczność scenografii i muzyki powodowała, że bardzo wiele rzeczy trzeba było sobie dopowiedzieć i myślę, że w przypadku publiczności tak specyficznej, jak dzieci, zagrało to świetnie.

.

Dominika Micał: Wydaje mi się, że była też korespondencja między tym, że niewiele elementów było przedstawianych, wizualizowanych, a jednak tworzyła się całość. Podobnie z muzyką. To było spójne.

Weronika Nowak: A propos tej przestrzeni dla wyobraźni, to przez tę oszczędność środków, wydaje mi się, było bardzo dużo miejsca dla symboliki, pewnych ukrytych treści, których dzieci może nie zrozumieją, ale dorośli sobie sami dopowiedzą.

BB: Myśmy się tu śmiali w drodze z Freudowskiego kompleksu ojca..[śmiech]

BB: To oczywiście takie żarty, nie będziemy wszędzie dostrzegać Freuda. Jest w tej historii coś Leśmianowskiego, coś niezwykłego, magicznego.

WN: Schulzowskiego…

MT: Schulzowskiego – tak. Właśnie też z tym ojcem. A swoją drogą był też kompleks Edypa, bo on nie miał matki, za to miał taką idealną żonę-matkę. Bardzo, bardzo Freudowsko… Wziął sobie matkę za żonę [śmiech]. Ale to dzisiaj chyba brzmi bardzo śmiesznie, jeśli by się wzięło pod uwagę taką sztampę Freudowską. Już chyba nie jesteśmy w stanie… Właściwie humorystycznie to traktujemy…

DM: Zawsze można się tym pobawić. Wydaje mi się, że opera nas nie znudziła chyba.

BB: Uważam, że ta godzina minęła w ogóle bardzo szybko.

DM: No właśnie! Jest też ogromny sukces, że dzieciom się chyba podobało. Koło nas siedział chłopiec. Szczególnie bawiło go: „Żreć! Żreć!”.

MT: Tak, tak, to było dla wszystkich. I świetne libretto.

 Foto:Małgorzata Mikołajczyk

(…)

PS: Mnie osobiście bardzo rozbawił motyw, jak zostało zmienione to, że szewczyk zabił smoka. Nie wypchany siarką, tylko…

MK: …że zjadł samego siebie.

PS: I została tylko głowa. No kapitalne!

BB: Taka trochę forma łukowa z kodą – szewczyk w końcu wraca do tych nizin, z których wyszedł, ale jednak nie do końca, bo wszystko zostaje zwieńczone happy endem.

MT: Mnie najbardziej zaskoczyło, że to było ukazane jako nieprawdziwe. Księżniczka nieprawdziwa, fałszywy król. W tym momencie zaczęliśmy rozumieć, że to jest bajka strawestowana. Wcześniej nie było wiadomo, że coś takiego będzie się działo. Mieliście jakieś skojarzenia muzyczne?

PS: Miałem, ale są to bardzo dalekie skojarzenia – partię smoka powiązałem z Hildegardą z Bingen, ze względu na to, że w jej dramatach muzycznych postać diabła krzyczała. Bo ona uważała, że złe postacie nie mogą tworzyć czegoś pięknego, nie potrafią śpiewać.

BB: Na pewno było w tym trochę Schönberga, Strawińskiego też – ze względu na formę, w której mieliśmy recytację, coś w rodzaju recytatywu, ariosa. To było takie cofnięcie się do tradycji antycznej.

DM: Myślałam przy okazji o Strawińskiego o Historii żołnierza i skrzypcach w roli głównej.

MT: Właśnie, właśnie. To się bardzo skojarzeniowo narzuca. To nie są takie bezpośrednie nawiązania. Też ta teatralność – że są właściwie dwa miejsca: jedno miejsce, to jest punkt ciężkości, gdzie patrzymy na wykonawcę, a drugie miejsce, to jest punkt ciężkości, gdzie patrzymy na teatr. Właściwie między tymi dwoma biegunami też jakieś napięcie występuje. Takie rozbicie centrum na dwa bieguny. To jest typowo modernistyczny zabieg, z którego Strawiński bardzo często korzystał, w Historii żołnierza po raz pierwszy tak wyraźnie.

DM: Mnie się jeszcze podobało, że było widać operującego lustrami…

WN: Cała fizjonomia tej osoby, bardzo sugestywna.

DM: To jeszcze bardziej manifestowało tę fikcję. To, że to się tworzy, tworzy się sztuka – in actu.

MT: Tak, takie wzięcie w cudzysłów. To właśnie jest typowe w Strawińskim – jeśli chodzi o koncepcję teatralną, czyli powiązanie muzyki ze sceną. Jeszcze myślałem czasem o Kurtagu: taka miniaturowość, lapidarność. Ta była seria krótkich miniatur skrzypcowych właściwie. A zatem wszyscy mamy świetne wrażenia z tej opery.

WSZYSCY: Tak.

MT: Miło, kiedy się idzie nie wiadomo na co i się wychodzi z takim uśmiechem. Coś jeszcze dodajemy do tego?

BB: Miałem wrażenie, że dzieciom się nawet podobało.

MK: Ja miałam takie trochę wątpliwości, bo zawsze wolą chyba jednak, gdy jest kolorowo na scenie, dużo się dzieje, dużo rekwizytów, itd. A to wszystko było oszczędne.

DM: Niekoniecznie!

PS: Nie, właśnie, że nie! Dzieci mają niesamowitą wyobraźnię, zwykły kijek może być wszystkim – może być różdżką, może byś karabinem.

MK: To też prawda.

WN: Ale też coś nowego. Ja przynajmniej nie miałam styczności wcześniej z tego typu teatrem. Odbijanie światła w lustrze jako sposób kreowania pewnej rzeczywistości…

DM: Odwrotność teatru cieni.

MT: Możemy jeszcze powiedzieć o charyzmatycznej roli wykonawczyni. Dużo spoczywało na jej barkach. Gdyby ona nie miała tej siły wewnętrznej, tych niesamowitych zdolności łączenia dwóch ról w sobie, to by nie miało szans powodzenia. Wybitna kreacja. Można by sobie i innym życzyć, żeby to poszło w Polskę, było pokazywane dzieciom. To naprawdę było coś niezwykłego.

ze strony Festiwalu Warszawska Jesień

Tadeusz Wierzbicki