POEZJA

***

gdzie odjechały
drożynki wozów akacjowych
okutych rozpalonym żelazem

miedze miedzianych traw
ze stokrotkami w wianuszkach białej koniczyny

w chłodach dzikich grusz
rdzawobiałe krowiny
nabrzmiewały mlekiem

i w słońcu ciszą płowiało
płótno do księżycowej bieli

wśród zbóż spacerami pod rękę
łączyły się pola z niebem
i czasem można było znaleźć podkowę
do szczęścia pod powałą

teraz to tylko granice
zaorane do szerokości linii
na wydruku mapy
zbyt proste
by ukryć w bruzdach uśmiechu

 

ODA DO CEPÓW

obrotne i otrzaskane
cepy z wyczuciem
wyłuskiwały ziarno na siew
i na chleb i obrok
i poślad dla drobiu

cepy na bębnach klepiska
tańczyły z wróblami
we trzech i we dwóch

koty czyhały w zaciszu sąsieku
na tłuste myszy i krótki pisk

przez otwarte na przejazd wrota
przesiewał się przetakiem słońca
wiatr

z plew
stara czarownica wróżyła
pełzające po wsi
olbrzymie żarna
które wprost z rżysk
mielą łany na wydruki

znikły strzechy
chochoły
i sienniki
tylko pozostało
trochę słomy w butach

*
*
*
jak w cyrku
sztukmistrz żongluje kulkami planet
klaun dla żartu
wyłapuje wszystko do czarnej dziury
i z drugiej strony

rojami skier ze źrenic
zanikamy
do widocznej tylko od strony wyobraźni
cyklicznej kopuły
w której gwoździe programu
pyłem gwiezdnym
przesypują się
przez klepsydry snów

POWTÓRKA Z REKLAMY

gęsta szaruga
z sopli ściekają nuty

na ekranach przewijarek
barwne aż do nudy
taśmociągi ofert

obnażone wizje
przekrzykują się swoim istnieniem
dotknij i twoje

i przekręcają się
do zgniatarek pamięci
na bele codzienności…

 

***

mgła przymarzła do ziemi
i wyciąga jak dziecko ręce do chmur
mleczne oczy obmacują kontury horyzontu
igło ulepione z powietrza
słońce zawinęło promienie w kłębek
i śpi nawet w dzień
rzeka pod kołdrą lodu
przewraca się na drugi bok

*
*
*

wiewiórka w dziupli
otulona puchem ogona

przelicza na dni do wiosny
zakopane pod ciepłą ściółką
żołędzie

a którym zapomni
dębem wyrośnie

*
*
*

w żyjątkach
zaklętych na wieczność
w grudkach bursztynu
jest moment istnienia

w poezji
żywy czas

O

i nagle to o
wpadło w mysi pisk
w poślizg niepohamowanych dysków

wszystko jest o
globalne
nawet kolejny pokaz nudy
na ściankach

o ileż szerszy był
otwarty na ogrody gwiazd
świat zaścianka

w onirycznych ościeżnicach
przeciągały się mgły
i
nawet polny strach
nie obawiał się banicji
w przyszłość

 

ŁĘG

 

słowicze saksofony
rozrzucone w księżycowych złudach
w cieniach prześwietlonych majem
inkrustują ciszę

tak nie wiele trzeba
by życie nabrało życia

ale teraz mrozy
skręcone zawieją
kruszą powrozy chochołom
zrywają z róż źdźbła ciepła

sarna szuka ściany za wiatrem
skubie niekoszone trawy
i patrzy w oczy przez okno
mogę zostać na noc

na ekranie horyzontu
myśliwy wyje do księżyca

*
*
*

śpią ciepło domy
za zamkniętymi drzwiami

bezdomny już wie
że idzie ulicami
prosto do gwiazd

już nawet
nie prosi
nie puka do serc

nieustanny lęk
przed takim losem
jest dla miliardów
fundamentem iluzji

 

*
*
*

nad mrowiem niezliczonych krawatów
baloniki z bąbelkami słów
tłoczą się i obijają
i nadymają by hukiem nie zlecieć
na najmniejszą nawet
szpilkę sensu

posiałem babim latem cebulki myśli
nieodczytany znak
rwie się i plącze
w labiryncie bzdur

a może nie błądzić do wyjścia
tylko nie bać się
przebić marzeniami
przez mur nieba

 

ODLOT

stado liści
jakby spłoszone
zerwało się z gałęzi
zawirowało wiatrem ptaków
i poszybowało
do korzeni
wiosennych rajów

(tuż przed chmurą
która pod burą pierzynę
zagarnęła słońce
na romans zimowy)

by marniejąc
przeczekać czas martwy

 

HOMO COM

skaczę po kanałach myśli
a te przebudzone
odwracają się do ściany
daj spokój
ciężko trawimy reklamy
i niusy z haczykami

przeciąga się w trzewiach
odcinek za odcinkiem
tasiemiec uzbrojony

taki serial
który zjada mózg od środka
zatłuszczając dupsko ofiary
do wielkości xxx…com

 

ODA DO KOZY

drzwi kurczą się od chłodu
i przez szpary
słychać skrzypiący mróz
jak buja się na biegunach wiatru…

słońce spuściło nisko głowę
i okryło się czarnym potokiem włosów

tylko
koza
od żeliwnych nóg
aż po róg rury
wbity w kosmos komina
rozgrzewa pogodną noc

by powstał ten wiersz

 

*
*
*

na zapleczu oczu
odwieczny warsztat naprawia
miniony czas

tworzy na znajomo kadry wspomnień
destyluje chaos doznań
w wysokoprocentowy sens

i mimo
że słyszy w tym gdzieś

stary jesteś już człowieczku
tobie tylko w otwartych drzwiach
usiąść na stołeczku
i czekać na śmierć

przez okienka popękane w pajęczynki
spogląda w fantazje pamięci
i wraca do marzeń

 

PRZEDKUREK

przebudzone sny grawitują do
zduszonych w poduszce
oskubanych z wyobraźni
skrzydeł

jeszcze w przestrzeniach
między wczoraj a dziś

kogut na płocie horyzontu
przeciągłym pianiem
przeciąga się w kusych duszach

alarm w telefonie
rozbija skorupę świtu
i wylewa żółtko słońca
na białą patelnię dnia

pora przygarbić się do pionu

 

*
*
*

wieczór za wycieraczkami
rozmazany taśmociągami świateł

z koła na koło
przedeptują
czekadła aut

i nagle w tym wszystkim
zielone
jakby wiza do wiosny

*
*
*

w zimnym dżdżu drzemią mgły…
i świtami,
jak ptaki do ciepłych krajów ulatują
do nieba na chwilę
i
spadają na spadające liście…
… unoszą się do ziemi?

DRAGONERA

zaklęte królestwo
pachnie kolorami

fale spod stóp
mrowiem blików
zbierają miody śladów

włosy przed słońcem
rozwiewają mokre oczy

w jaskini gorące cienie
chłodzą spojrzenia

wśród zamętu morskich pian
wylegują się nagie skały
a czas
wygładza zmarszczki

zakręcony bryzą motyl
na nitkach słońca
wraca do wiatru

dzwonnik falami
kołysze morze

wyspa jak smok
noc i dzień
śpi skalistym snem

Nowy Rok

czy pojawi się jak wiersz

chyba nie
bo wiersz nie musi przyjść

czy pojawi się jak deszcz

chyba nie
bo już prószy śnieg

biała karta na dnie stóp

 

*
*
*

na szagę
……………………
drogi w poprzek najszybciej się przebywa
……………………
czy wystarczająco zdziczałem
by przejść nad autostradą
kładką dla saren
…………………….
wprost
na paśnik z amboną w tle
z której grzmi
selekcjoner
…………………..
z lewej rurki do piekła
z prawej do nieba
wędzonki i bigos
zostają na ziemi

 

C!SZA

słowa w słowach
słoje słów
pnie po drzewach
…………………………
…………………………
…………………………
tylko wykrzyknik
wymachuje cielskiem ponad myślą
!

 

*
*
*

nocny wiersz
jak sypialny do jutra
niby się leży
ale alfabet wagonów
niestrudzenie przelicza złącza szyn
………………………………….
………………………………….
jutro jak horyzont
po torach kropek

 

*
*
*

stanęło powietrze
w ścianach lasu
trzy sarny zdziwione
kto chodzi po domu
nawet chmury jak zamurowane
a rzeka płynie
prześlizgując się delikatnie pod nieruchomym
odbiciem łęgów………………………………….

 

NA WYSOKIM BRZEGU

kolczyny dzikich jeżyn
kuszą wargami owoców

szukam w zimowych zawiejach
gąsiorka z winem

i wężykiem kroków
przelewam wspomnienia
wprost
do otwartych
na cały dziób
marzeń

 

DYMURY

ogień
gnie się nad żarem
i czasem ginie pod ciężarem dymów

chmury
wyczesują wiatrami runa wyobraźni
realne jak marzenia

zagęszczone do mroków
wyburzają się do brzasku
gromem magnezji

jakby Bóg się bawił w fotografa

może wreszcie dojrzy
co stworzył

 

POSUCHA

słowa bez korzeni
w magicznych wazonach
z odżywkami na porost kwiatów
więdną…

w ogrodach kikuty łodyg
odcięte od światła
zbierają siły na odrosty

złodzieje łez
zerami
przelewają deszcz
w nieznoszące wilgoci komputery

 

PYR… PYR…

pyrkocze pyrkbajn
pyrka wyślepiła się z ziemi na światło
i zielonkawo
patrzy przez czerniejące łęty

w oczkach kiełkuje myśl
może oprysk na zarazę ziemniaczaną?

urywa się z pępowiny korzenia
trzeba się za siebie ostro wziąć

pyrka w lustrze
noża

lico oskrobane do skrobi
oczka wydłubane

marzy o destylacji

 

*
*
*

.
.
.

 

 

*
*
*

zima atomowa
szary śnieg wybiela powietrze
cisza po burzy

 

*
*
*

W oknach otwartych przestrzałem
firanki rozsypały się dywanem liści
dom z urwanym dachem
.
zsuwa się po zboczu gruzów
do schroniska nieśmiertelnych dusz

 

CZAS DO PRZESUNIĘCIA

nad podniebieniem
a pod sklepieniem czaszki
dryfują na drucikach przebłysków
chmurki do kupienia
wiatr próbuje je rozwiewać
ale one uparcie
wracają i wracają do komiksowych kształtów
zapisane do ciemności
zmywają się przysłowiowym deszczem
.
.
.
i pod czystym do łez
kloszem nieba
znowu
się zachmurzy
niezmiennymi formularzami
do niezmiennych domysłów

 

*
*
*

u mnie pisanie
to jak poranna rosa
myśli osiadają mgłami
na zielonych językach
i sykach traw
bo jakże tak na sucho
na świat patrzeć…

 

SZARUGA

Bezsilność tlącego się drewna
wobec jesieni za oknem,
w labiryncie kamieni
ściśniętych jak owce chłodem
w mury ………………………….
……………………………………
…bezsilność tlącego się drewna
przez szachownicę szybek
jak przemoczony horyzont
lepi się do szarugi.
Tylko pod sufitem nie marznie
zupełnie goła żarówka.

 

*
*
*

ciemna rzeka rozsypanego lustra
spiętrza złom zmatowiałych spojrzeń
i barkami przepycha do hut
mórz i oceanów
ostre i zimne jak lód kry
wrócą
słodkimi jak cukrowa wata
obłokami marzeń
tylko
kupić bilet do wiosny

 

TIVINCJA

słucham
w ukryciu za
ścianą
wodospadu klipów i gifów
kleconej
klejonej
na ślinę i poezję
ballady
napięte na żerdziach anteny
struny druciane
zdrewniały dziad
trąca sękami
i kosturuje opowieść
z głębin gwiezdnych
i bosych ścieżek
na które jeszcze nie spadła nawet kropla asfaltu

*
*
*

zgrzyt przez rdzę
mieli mgłę
na skry
i w myślach
już blisko
do gwiazd
zwykłego śniegu

 

*
*
*

co ze mnie z liścia
a co z drzewa
białe promyki lata
wiatr
splata w kłębki myśli
w białym wierszu
tli się zima

 

COFAM CZAS

01.00

iluzją oplatam
jak kryształową kulę
stary gąsior telewizora
w którym bąbluje
wino w ocet

01.03

zmazane krechami niebo
pod nieboskłonem powiek

01.07

przez durszlak pamięci
na gwiazdy

01.11

bose stopy
w wygasłym popiele
nad oceanem głębi komina
i odchodzę coraz słabszymi śladami
do wanny
(i czekam aż zegar złapie równą minutę)

10.19

pod burzynami metafor i przypraw
dogotowuje się rzeczywistość
da się przełknąć

01.25

znów będzie teraz?
pierwszy kur cofa czas
a trzeci kur
i tak po swojemu zapieje

01.29

……………………………………………………….
kropkę przytrzymałem klawiszem w kreskę
pod kreską
poddasze wiersza
stąd bliżej do źródeł deszczu

01.40

zasłaniam się przed wszechświatem okna

01.43

……………………………………………………………

01.45

w klepsydrze kamienieje
piaskowiec

01.49

zrywam jak liście wiatr
kartki z kalendarza
wyprzedzam czas

……………………………………….

01.51

i tak
z dnia na dzień
z nogi na nogę
wydreptuję ścieżkę do horyzontu
…………………………………………………..

01.59

znów zamiast nowiu

01.00

radio podało
w związku z przejściem
czasu
…………………………………………..
na czas
…………………………………………..
cofamy świat
o jeden znak zodiaku

 

*
*
*

cisza kapie ze wskazówek.
………………………………………………………..
.

 

*
*
*

noc śpi w klepsydrze gwiazd
a kiedy się już przesypią wszystkie
morzem
piasku
wypłynie z dna fal
gwiazda dnia
by obudzić do barw
ziarna czasu

 

*
*
*

śnieg
sen pod śniegiem
poza czasem
bałwan zasypia w zaspie
i oczy z węgla
przeoczają się w diamenty

 

*
*
*

noc wycofuje się za płot z kogutem
słońce jak drzemiąca kwoka
staje na pazurach
budzi skrzydła
i już koniec lotu nad jajem dnia

 

*
*
*

talie dni
tasują się na zielonych suknach
wiecznej wiosny
opłacone nadzieje
czekają za bramami poczesnych wyobrażeń
tam musi być bosko
bo
nikt nie wraca

z cyklu: Ob. -y

Był czas, kiedy na kopercie można było zobaczyć Ob.

***

I
w zimnym dżdżu drzemią mgły…
i świtami,
jak ptaki do ciepłych krajów ulatują
do nieba na chwilę
i
spadają na spadające liście…
… unoszą się do ziemi?

 

***

chmury
…mury
dno nieboskłonu
do siebie plecami
mury do chmur
klosz nieba na wyciągnięcie windy

 

Ob. w kolejce pokoleń

wystarczy pomyśleć „moja wina”
a już mi ją oddają
z procentami, ratami
numery kont w garbach
spiętrzają się jak kra
nabierają wody
stoją powyżej brzegów
nie ma biegu
może nawet nie ma biegunów
stoimy
za nami już stoją
przyszłe pokolenia
po pewne jak w banku

 

Ob. & Od

Ob. marzy o cmentarzu
zapadłych w trawę biurek
na przymusowym szczęściu
od do wieczności………………………………………
………………………………………………………….. *
te same pytania
ten sam brak odpowiedzi.
Ob. wsiadł w sen
i lecąc jednocześnie wzdłuż i wszerz
……………………………………………* błagał,
ob.- y z oczu mu sfrunął ognisty ptak
i przepalił drogę
do najbliższego rana.
* – wypełnić czytelnie

 

kropka

nie ma powrotu do
Ob
kropka jak pień
poręba kropek
,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,*
jak ból ostatniego zęba.
* – wypełnić czytelnie

 

Ob. & Op.

?………………………………………………………………………*
Ob. & Op. kupił z odrzutów odrzutowiec
i kciukiem skreślił niebo
dlaczego
linia rozłazi się do owiec?
chwytają Ob.-a za słowa
jak za przydługie rękawy ……………………………………………………………………….*
i wiążą za moimi plecami ……………………………………………………………………….*
w rymy.
Ob. strząsa druk
Op. proszkuje litery
* wypełnić ……………….*

 

Aaaaa

Krzyczy Ob. Ooooó Uuuuu
Eeeee
Yyyyy samogłoskuje
I słomkowo cedzi ĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘĘą
i iiii iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
Właściwie to już program na jakąś partię polityczną
Np.: SAMOGŁOSY

 

Ob. samotny

Ob krąży wokół kałuży
i spogląda niewiernie
w ten wsiąkający kawałek nieba
nagle koła koła koła
jak przy zawrocie głowy
Ob. spojrzał do góry
…ptak

 

Ob. ujął zamiar prężąc bicepsy

ugniatając kleksy jak ciasto
na wicebohaterów
tylko dla naczelnego z rodziny naczelnych
pusty waha się fotel
Ob. praglinę wygniata zbolały do życia
Ob. – owa od śmiechu się chowa pod żebro
lepiej oddaj głos do naprawy
bo wkrótce wybory
Ciasto jakby
bez jaj
jak ja to rozwałkuję
za oknem pada makaron

 

Ob. podczas poszukiwań wspólnej drogi

dla swoich drogich współOb.- ów
natrafił na grzywę
dawno wymarłej maszyny do przekrętów
I na jednym zachwycie
dokopał się do kopyt
za pierwszym zgrzytem łopaty
przybite szczęście
roziskrzyło się snopem rdzy
wszystko to tylko sny
i bez zwłoki wszedł do pokrowca
błyskawicznie zasunął za sobą jak drzwi
plastikowy zamek
bez dalszej potrzeby zostawiania śladów życia
z gliz wylały się ołowiane łzy
i zapisały się w białej jak śnieg „c”Ob.yle Historii
czteroma szczęściami do góry

 

Ob. stoi na wysokim brzegu

podmyta darń
z przyzwyczajenia w powietrzu trwa
Ob. czochrając się o zakręt rzeki
skrzypi drzwiami
w rytm szyn
za oknem migotanie przedsionka świata
fale podkładów
uwaga uwaga
pociąg ob.-owy przejedzie przez Ob.- owice Duże
proszę przysunąć się do krawędzi koryta
słońce wieczne i jednodniowe
zsunęło się kołem ratunkowym

 

X do x

Aksamit i dynamit…wiatr nie pisze na mgle………*
Ob. w niej śpi i nikt …biała noc u gwiazd…………*
wietrzy na wieży drogowskaz: tam!
A z pamięci żal
czarny szal pozostawionej drogi
odwija się z szajby zakiszonych chwil:
historio miń!
bez obaw, miń!
Każda droga jest z górki,
bo glob jak globus
można staczać się bez końca
w stronę słońca
Albo wędrować
za pełnią księżyca po miedzach
wąskich jak źdźbło

 

Ob. Podgaz staje okoniem

Ob. nie wie,
co wisi
co leży,
co kisi?
Ob. się mysi
w szafach pamięci urzędowej
UZDA
zakład uzdatniania artystów
zawarł w uzdawach
by na krowach malować skrzydła
bo dosyć
stawiań się Ob. ..”Podgaza”… che, che*
okoniem gorzkowódnym

………………………………….
……………

 

z cyklu: FORMULARZE

W barze pod chmurką stoi koń

obłoki oddają poszewki do prania
i
pierzynowymi skrzydłami
wyskubane do puchu
wietrzą swój deszcz
stoi koń
i widzi jak jest
.
.
.
bo ma okulary

 

przepycham supły myśli

przez uszy igielne
które zawsze można obejść
niedorzecznym łęgiem…………………………. ……………*
zszywam swoje szmaty ze szmatem świata
z rozstrzępień wysnuwam babie lata
pa pa pa pa jąkam się
gdy misternie utkany intelekt
przerwie jakiś zbzyczały wierszeń
* – wypełnić niedorzecznie

 

Świt

jak rozeznać się
w mapach linii papilarnych?
jak w pokrajanym kraju odnaleźć horyzont?
przez mój próg…
przez mój dach…
z drzewa życia
spływa żywica
.
.
.
do banku
drwin.

 

Tor

w drugiej klasie pamięć
w pierwszej marzenia
………………………………… …………………………………..
między szybami szyn
………………………………………………………………………………….
motyl

 

na oracza czeka pole ptaków

………………………..
……………………
…………………………
………..*
pług srebrne skrzydło
wbija w ziemię
jak w niebo
przestawiony za bruzdę strach
w omszałym garniturku
chowa za pazuchę
smak lata
.
.
.
.
* – wypełnić czytelnie

 

wiersz o zaglądaniu do pustej butelki

ciemny stóg chmur
przestrzelił piorun
horyzont rozwiewa się jak dmuchawiec
przelewa się przez brzegi nieba
w kolorach szkła do zwrotu
wiatr……………………………………………………………………….
………………………………………………………………………………..*
na jeziorze traw

* – wypełnić czytelnie

 

zima

miękką, ciepłą czapę
wsadzili mi na uszy.
trochę przyduża,
spada mi na oczy.
nie protestuję
dadzą w czapę
spadnie na usta
i
(bardzo długie………………………………………… i)

 

tratwa

Z drzwiami na plecach
pójdę pod zimę,
na oścież
świata je założę
i
otworzę?

 

………………………..

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….*
Ile trzeba przepatrzeć
rzeki,
by rzekła
lustrem?

* – wypełnić czytelnie

 

wiersz nie do zdarcia

kalendarz jak popychadło
z dnia na dzień
z cienia w cień
…………………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………..*
redukują się słowa do milczenia
*………………………………….*
* – wypełnić czytelnie

 

***

przez zaspy
.
.
.
śladem
jednonogim
idzie
.
strach
.
z podaniem do urzędu
przydzielą drugą nogę
nie przydzielą
ale zawsze ogrzać się
można

Tadeusz Wierzbicki